Każdy może zaproponować temat do dyskusji lub włączyć się do już prowadzonych - zapraszamy.
Dlaczego w Polsce jest tak drogo?
Czego słuchamy: brzmienia, czy muzyki?
Co z jakością dźwięku w filmach?
Dyskusja na temat KABLI:
- obszerny materiał na temat kabli nadesłany przez firmę Helion:
miedź i srebro - ciąg dalszy wypowiedzi...
- Zainteresował mnie temat poruszony w tekście "Miedź kontra srebro". Dotychczas wydawało mi się, że srebro jest najlepszym przewodnikiem elektryczności. Jeśli autor artykułu ma rację to dla czego w podręcznikach elektrotechniki czy wydawnictwach encyklopedycznych pomija się fakt lepszego przewodnictwa miedzi? Wszystkie publikacje jakie wpadły mi w ręce wskazują, że najlepszym przewodnikiem jest srebro.
Tomek z Gdyni
- Autor artykułu "Miedź kontra srebro" chyba nie lubi srebra. Gdyby srebro miało właściwości toksyczne wydaje mi się, że problem zauważony by został wcześniej. Mój brat jest jubilerem i mówiąc szczerze wyśmiał rewelacje jakimi się z nim podzieliłem. To chyba jakiś nonsens. Wracając do tematu to szkoda, że dyskusja dotyczy tylko właściwości samych materiałów używanych przez producentów kabli. Wydaje mi się, że sama konstrukcja kabla ma także duże znaczenie. Namawiam do dyskusji, z której przeciętny audiofil będzie mógł wyciągnąć bardziej oczywiste wnioski pomagające mu w wyborze odpowiednich kabli.
Grzegorz T., Kraków
- Prawda, a tym bardziej fakt naukowy nie może być poddany dowolnej modyfikacji...
Krzysztof Jarkowski - ciąg dalszy wypowiedzi...
- Myślę o zakupie srebrnych interkonektów od dawna. Ceny tych zdobywających uznanie są jednak zaporowe. Po przeczytaniu wypowiedzi konstruktora firmy Helion poczułem się lepiej. Nawet odniosłem wrażenie, że moje Monstery są OK.! Aż tu nagle kubeł zimnej wody w wykonaniu przedstawiciela CSR. Wygląda na to, że jedna ze stron sporu ściemnia.... Tak czy inaczej jedynym wyjściem dla mnie jest słuchanie, słuchanie i jeszcze raz słuchanie.
Andrzej Morawski, Szczecin
- "MiedĄ kontra srebro" to jest to. Coś się dzieje! Trochę za dużo teorii, ale mam nadzieję że to dopiero początek. Przychylam się do poglądów Pana Krzysztofa Jarkowskiego. Tunning sprzętu audio jest dla mnie czynnością bardziej praktyczną, ale nie zaszkodzi wiedzieć więcej na temat technologii, które są stosowane. Z ciekawości zajrzałem do katalogu Elfa. Przejrzałem dział przełączniki. Nie znalazłem ani jednego podzespołu wykonanego z czystej miedzi. Większość styków posiada powłokę srebrną, a około 10% pozłacaną. Wynika z tego iż srebro jest powszechnie stosowane zapewne z powodu swoich właściwości. Dotychczas nawet nie przypuszczałem, że różnice w rezystancji styków podobnie skonstruowanych przełączników mogą być tak znaczne. Podaję przykład:
Przełącznik Fujisoku MRE 2-6S-5
Materiał styków - złoto na niklu
Rezystancja styków - 100 mOhm
Przełącznik FEME 5922-E
Materiał styków - srebro
Rezystancja styków - 10 mOhm!!!
Pozdrawiam HI_END .PL
Janusz z Warszawy
- Jeśli będziemy rozpatrywać dwa przewody, pierwszy z miedzi drugi ze srebra i przyjmiemy założenie jednalowej wagi użytego materiału to
kabel miedziany kosztujący 100 zł ma swój odpowiednik w kablu srebrnym (wykonany minimum w tej samej technologii co miedziany) w cenie
1 000 zł.
Zapytacie dlaczego, odpowiedź jest prosta - srebro (cena metalu) jest 10 razy droższe od miedzi.
Wniosek: nie ma tanich (czyli poniżej 10 000 zł) zawansowanych technologicznie kabli ze srebra.
Ktoś powie: "ale sam materiał jest lepszy". I tak i nie. Jakość przewodów do audio to przede wszystkim technologia materiału przewodzącego i izolacji !!
Zapraszam do dyskusji i podważenia moich wyjaśnień.
Osobiście jestem zwolennikiem "miedziaków".
Z poważaniem
R. A.
- Bardzo interesuje mnie dyskusja tym bardziej, że rozmawiają ludzie, którzy robią kasę na kabelkach.
ciąg dalszy wypowiedzi...
Proponuję nowy temat związany z systemami wielokanałowymi dźwięku i zapraszam do dyskusji.
SACD i DVD-A - parodia czy interes !?
NAPSTER udowodnił, że piractwo fonograficzne jest zjawiskiem, którego nikt nie jest w stanie powstrzymać w sytuacji, gdy wielkie koncerny fonograficzne prowadzą całkowicie błędną politykę wobec konsumentów. Wielcy świata fonografii mają irracjonalny strach przed możliwością wykorzystania dobrych jakościowo cyfrowych nagrań przez piratów. Jest to absolutne nieporozumienie. Proceder masowego kopiowania (MP3) muzyki odbywa się bez przeszkód i nikt tu nie dba o jakość, a kopie można zrobić z jakiegokolwiek źródła. Użytkownicy, którzy korzystają a pirackich kopii nie są audiofilami i nie zwracają uwagi na jakość. Pozbawia się niepotrzebnie pewnej grupy użytkowników wysokiej jakości dźwięku. Firmy stosują niepotrzebnie niskiej jakości przetworniki D/A, szyfrują zapisany dźwięk pogarszając jakość odtwarzanej muzyki, pozbawiają urządzenia cyfrowych złączy itp. To zjawisko wyjątkowo karykaturalnie występuje, gdy chodzi o systemy SACD i DVD-A. Można tę sytuację porównać do takiej, gdy mając do dyspozycji szybkie lamborghini jedziemy 40 km/godz., gdyż producent założył ogranicznik prędkości bojąc się, że ktoś inny skopiuje silnik. Nikomu nie trzeba udowadniać, że systemy cyfrowe SACD i DVD-A oferują kosmiczną wręcz poprawę jakości dźwięku w porównaniu do zwykłej CD-audio. Prawda jest taka, że nie udostępnia się nam wszystkich dobrodziejstw nowych technologii.
wiele kanałów o nic!
Interesy wielkich firm i ich niepohamowana żądza zysku już nie po raz pierwszy spowodowały wprowadzenie do światowego obrotu standardów gorszych jakościowo i droższych w eksploatacji, niż to było możliwe. Wszystko to odbywa się kosztem konsumentów. Konsumentom dyktuje się co mają kupować i jak słuchać muzyki, ale tego audiofile już nie ścierpią. Wielki przemysł chce byśmy słuchali muzyki mono lub stereo i na tym koniec? O osiągnięciach inżynierów i konstruktorów, którzy opracowali systemy dźwięku wielokanałowego mamy tylko czytać w prasie?
Ktoś powie, że przecież są wielokanałowe systemy SACD i DVD-A. Tak, ale wydaje się, że wszyscy zapomnieli, że systemy 5,1 ( i pochodne) kina domowego są stworzone na potrzeby kina, a nie do słuchania muzyki. Rozważając usytuowanie głośników w kinie domowym można szybko się zorientować, że nie odpowiada ono akustyce sal koncertowych. W salach koncertowych rozkład dźwięku jest zgoła inny niż wynikałoby to z ustawienia głośników kina domowego i możliwości przekazania przez nie odpowiedniego obrazu dźwiękowego. DĄwięk na sali koncertowej dochodzi do słuchacza z przodu, z boków na przedzie (proscenium) i z głębokiego tyłu. W tych miejscach są największe odbicia fal dźwiękowych (oraz z sufitu). Akcja filmu ma inny przebieg, widz ma się znaleźć chwilami w centrum wydarzeń, nad głową ma mu przelatywać samolot, lub z boku wybuchać granat. Kto chciałby słuchać V Symfonii Beethovena mając za plecami fortepian?
Był taki okres, gdy usiłowałem za wszelką cenę wykrzesać z systemu wielokanałowego (oczywiście kina domowego) możliwość posłuchania muzyki i mało się nie rozchorowałem. Kupowanie kolejnych płyt nic nie dało, a próby ratowania się gotowymi programami z amplitunera przyprawiały o ból żołądka. To jakieś śmieszne nieporozumienie, może chwyt handlowy - kto to używa?
Drugim czynnikiem, na który chciałbym zwrócić uwagę, to kubatura pomieszczenia podsłuchowego. Prawidłowa instalacja systemu 5,1 kina domowego jest praktycznie niemożliwa w normalnym przeciętnym pokoju (o czyn handlowcy "milczą zgodnym chórem"), gdyż musiałby to być salon szerokości 6 m (zakładając, że słuchacz powinien siedzieć przynajmniej około 3 do 4 m od frontu głośników), czyli pokój powinien mieć około 50 m2 (pokoje przeważnie są prostokątne, a nie kwadratowe). Jeżeli jesteśmy posiadaczami pałaców to wszystko w porządku. Pytanie ilu ludzi ma takie pokoje w ciasnej Europie. Jednocześnie reklamuje się i zaleca systemy typu THX, które szczycą się żelaznym przestrzeganiem norm wymyślonych przez producentów filmów. To się zgadza. Gdy w redakcyjnej sali odsłuchowej rozstawiliśmy kino domowe, to prawdziwy efekt (dla trzech osób siedzących obok siebie) udało się uzyskać przy takim rozstawieniu, które zajęło 70 m2.
Zakładając, że w kinie domowym najważniejszy jest obraz, można iść na odstępstwa od norm i ustawić głośniki nieprawidłowo, posiłkując się ewentualnie ustawieniami opóźnień czasowych (niektóre amplitunery mają taka opcję). Łatwo sobie wyobrazić, że audiofile nie zgodzą się na takie rozwiązania.
Taka sytuacja spowodowała, że trwają na świecie poszukiwania, które wykorzystując narzucone nam niekorzystne rozwiązania, mają doprowadzić do uratowania dźwięku dla melomanów. Niedawno pisaliśmy (jeszcze do tego tematu wrócimy) o poszukiwaniach i oryginalnym rozwiązaniu Pana Lipińskiego. Jest to prawdopodobnie jedyny realizator w Polsce poszukujący sensownych rozwiązań w tworzeniu dźwięku wielokanałowego mogącego służyć do słuchania muzyki. Sam słyszałem jego system i odniosłem wrażenie (porównując do systemu ustawionego zgodnie z zaleceniami kina domowego 5,1) jakbym wszedł z korytarza na salę koncertową. Dodatkowy głośnik umieszczony wysoko z tyłu za słuchaczem uzupełnia sferę dźwięków o te odbite od sufitu i ścian bocznych. Efekt naprawdę zdumiewający. Realizator wykorzystał do przesłania kanału "sufitowego" kanał normalnie wykorzystywany dla subwoofera.
Tu od razu wyjaśnię, że nie jestem zwolennikiem łączenia subwooferów z "normalnym" systemem głośników frontowych. Naprawdę dobre głośniki frontowe zostaną w ten sposób "zdegradowane" dźwiękowo. Takie rozwiązanie jest dopuszczalne (mówiąc w skrócie) jedynie wówczas, gdy (np. z powodów finansowych) nie możemy zastosować dobrych głośników frontowych.
Inne nowatorskie rozwiązania proponują kanał głośnika centralnego i subwoofera wykorzystać dla przednio-bocznych głośników, które oddają sferę dźwięków związaną bezpośrednio z sąsiedztwem sceny (+sufit). Tylne głośniki zaleca się ustawić bardziej z tyłu, pod kątem 135 do 145 stopni, a nie 110 stopni jak to ma miejsce w systemie 5,1. Boczne głośniki zaleca się ustawić pod kontem 55 stopni. Takie usytuowanie głośników pozwala rozstawić cały system w mniejszym pokoju, co ma duże znaczenie dla większości użytkowników. Co ciekawe, rozwiązania innego wykorzystania (lepszego dla muzyki) 6 kanałów proponują niewielkie firmy fonograficzne i ludzie związani z procesem nagrywania muzyki, natomiast giganty przemysłu audio zajęci są ważniejszymi sprawami i usiłują nas nakłonić do słuchania muzyki na systemach kinowych.
Jak z tego wszystkiego widać różne wysiłki słuchania muzyki na systemach kina domowego nie mają większego sensu nie tylko z powodu przeważnie niskiej jakości dźwięku (spowodowanego zarówno nieudolną i niedbałą realizacją nagrań jak i sprzętem odtwarzającym), ale również z powodu zastosowania systemu kanałów przeznaczonego dla kina, a nie dla muzyki.
Na parodię zakrawa zmaganie się dwóch systemów SACD i DVD-A, gdy różnice między tymi systemami są niczym w porównaniu ze stratami wynikającymi z podłączenia ich do niewłaściwego systemu kanałów. Można spekulować, czy w dobie mnogości formatów i standardów przyjmie się odrębny system wielokanałowy dla muzyki? Słyszałem takie systemy i jestem pewien, że gdybym mógł kupić odpowiednio nagrane płyty, przestawiłbym cały system na słuchanie muzyki kosztem kina domowego, a nie odwrotnie. Takie płyty pojawiają się coraz częściej, ale problem rozwiąże dopiero przyjęcie jednego audiofilskiego standardu zapisu muzyki w systemie wielokanałowym. Taka jest przyszłość słuchania muzyki i przyzna to każdy, gdyż audiofile już tacy są, że lepszego nie zamienią na gorsze. Więcej kanałów dostarcza więcej informacji o dźwiękach, trzeba to tylko sensownie rozstawić.
Obecnie słucham muzyki w systemie stereo, gdyż praktycznie taki system aktualnie jest najlepszy do słuchania muzyki (przy zastosowaniu hi-endowych urządzeń), ale hi-endowe systemy wielokanałowe przeznaczone dla muzyki są o wiele lepsze i czekam z niecierpliwością na tak zrealizowane płyty. Będzie jeszcze drożej i jeszcze lepiej - taki jest hi-end.
Albert Wydrychowicz
|